Kolagen

Kolagen jest spoiwem całego ciała. Wszystko, co jest ze sobą w jakiś sposób połączone, każda tkanka mająca posiadać określoną wytrzymałość, jest własnie nim. Nasza skóra, stawy, ścięgna, żyły i tętnice składają się z włókien kolagenowych. Spaja on także kości, a problemy z jego wytworzeniem w organizmie prowadzą do ich poważnego osłabienia.

Ciężko przecenić zalety dbania o ten „nośnik”. Wylewy, skręcenia stawów, problemy z kręgosłupem, zmarszczki, bóle kolan, a nawet ubytek masy kostnej – tego wszystkiego można uniknąć, jeśli na co dzień dba się o odpowiednią ilość siarki w diecie. Właśnie, siarki – kto kiedykolwiek słyszał coś o niedoborach tego pierwiastka? Mamy jej niemal 40 razy więcej niż żelaza, 10 razy więcej niż magnezu, 50 razy więcej niż cynku, a można odnieść wrażenie, że jest tu jakaś zmowa milczenia.

Bardzo dobrym suplementem jest siarka organiczna, dostępna gdzieniegdzie pod nazwą MSM. Wiąże się z nim ciekawa historia – Polska, jako jeden z nielicznych krajów, nie dopuścił go do sprzedaży. Uzasadnienia tej decyzji były iście barejowskim zbiorem absurdów. Można było tam przeczytać między innymi, że nie powinien być sprzedawany jako suplement, bo występuje naturalnie w żywności, drażni drogi oddechowe gdy się go wciągnie do nosa (tak!), podejrzewano że może wywołać raka (w praktyce suplementacja u zwierząt dwukrotnie ZMNIEJSZYŁA zachorowalność na nowotwory!), czy też zwiększa się jego stężenie w mózgu (efektem tego zwiększenia jest kilka razy mniejsze ryzyko powikłań po wylewie). Innymi słowy podano powody, dla których można zabronić sprzedaży każdej jednej substancji, łącznie z mąką czy wodą z kranu. Coś, co w niemal całej Unii Europejskiej jest lekiem, u nas jest już czymś groźnym, przed czym trzeba chronić obywatela.

Co o MSM mówią badania? Przede wszystkim zdaje się mieć wyraźny wpływ na ryzyko raka – w badaniach na zwierzętach i w hodowlach tkankowych spowalniał rozwój guzów albo wręcz je niszczył. Zmniejsza też objawy astmy, czasami całkowicie ją likwidując. Chroni przed uszkodzeniami wątroby wywołanymi paracetamolem – dostępnym w każdej aptece bez recepty, który w samej tylko Wielkiej Brytanii zabija kilkaset osób rocznie. Bliźniacza substancja, DMSO, była doskonałym lekiem przeciw cystom pęcherza moczowego. Co najważniejsze – doskonale radził sobie z chorobą zwyrodnieniową stawów, będącą wstępem do utraty masy kostnej. Nie wiadomo, czy nie ma dalszych zastosowań, ale z uwagi na jego niską cenę i niemożność objęcia patentem, nie są prowadzone próby kliniczne. Można zgadywać, że znacznie poprawi się stan krążenia i zmniejszy ryzyko choroby serca. Z moich doświadczeń – po dosłownie 3 dniach znikła kontuzja, nie pozwalająca mi normalnie chodzić przez poprzednie 7 lat. Wiem, że to brzmi niewiarygodnie, ale jaki mam powód żeby kłamać? Żadna próba kliniczna nie wykazała toksyczności, nawet w dawkach setki razy przekraczających polecaną w czasie suplementacji.

Jako że nasz kochany rząd chroni nas przed zakupem tego suplementu, najwidoczniej groźniejszego od alkoholu czy nikotyny, pozostaje kupno czystego MSM przeznaczonego do innych zastosowań – na przykład jako lek w weterynarii. Można też sprowadzić go zza granicy, albo spróbować na allegro, gdzie sprzedawcy nie przejmują się przepisami. Powinno się zacząć od mniejszych dawek, nawet poniżej 1 grama dziennie, stopniowo zwiększając do nie więcej niż 3 gramów. Można spodziewać się bezsenności, która minie po pewnym czasie. Po pewnym czasie, gdy uzupełni się niedobory, można zmniejszyć dawki do 1 grama na tydzień, co zabezpiecza przed ich ponownym wystąpieniem.

(uwaga z lat późniejszych – już jest dostępny w sprzedaży)

Nie istnieją, niestety, badania nad MSM w kontekście gęstości kości, wiadomo jedynie, że przynosi bardzo dobre efekty w chorobie zwyrodnieniowej stawów:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18417375

A także że zmniejsza ilość zmarszczek:

http://www.naturalmedicinejournal.com/journal/2015-11/effects-oral-supplementation-methylsulfonylmethane-skin-health-and-wrinkle-reduction

W związku z tym polecam go trochę „na wyrost”, ale już tyle razy zostałem przez MSM pozytywnie zaskoczony, że zalecam to każdemu „w ciemno”. Zbyt wiele razy usłyszałem „czemu nikt mi wcześniej nie powiedział, że takie coś istnieje”. Polecam artykuł na ten temat:

http://naturalneleczenie.com.pl/2015/06/27/msm/

Oczywistym suplementem kolagenu jest… kolagen. Brakuje dobrych badań z udziałem ludzi, ale analiza dostępnych wstępnych prób klinicznych sugeruje, że prawdopodobnie ma on bardzo duże znaczenie w zapobieganiu utracie masy kostnej:

http://www.scielo.br/scielo.php?script=sci_arttext&pid=S1809-98232016000100153

Producenci mieszanek zarzekają się, że ich kolagen – z uwagi na rozdrobnienie – potrafi „przenikać” przez jelita, podczas gdy zwykła żelatyna musi zostać strawiona i rozbita na aminokwasy. Z kolei autorzy przytoczonego badania twierdzą, że jedyna różnica między zwykłą żelatyną spożywczą a kolagenem jest taka, że ten drugi rozpuszcza się w wodzie, przez co po prostu łatwiej go wypić. Ciężko mi rozstrzygać, kto ma rację – prawdopodobnie rodzaj przyjmowanego suplementu nie ma żadnego znaczenia.

Wymieniony w innym rozdziale krzem bardzo mocno wspomaga syntezę włókien w organizmie. Niezbędne są także odpowiednie dawki cynku i miedzi.

Beta alanina, popularny suplement dla sportowców działa bardzo korzystnie na strukturę włókien – dosłownie odmładza je, z tego zresztą powodu dodaje się ją do kremów przeciw zmarszczkom. Przy suplementacji trzeba pamiętać o niewielkich jednorazowych dawkach (1 do maksymalnie 2 gramów), gdyż przez kilkanaście minut lekko szczypie po niej skóra.