Witamina K2

Wstępne badania nad witaminą K2 dały naprawdę rewelacyjne rezultaty – bardzo duży spadek ryzyka złamania, wielokrotnie niższe ryzyko nowotworów… dość szybko jednak okazało się, że mamy tu dwa problemy.

Pierwszy – te wstępne próby kliniczne były robione na tak niewielkiej grupie pacjentów, że trochę przypominało to rzut monetą. Aby uświadomić problem osobom nie mającym kontaktu z analizą badań, posłużę się skrajnie przerysowanym przykładem. Wyobraźmy sobie, że badam wpływ – powiedzmy – cudownej Suszonej Huby na chorobę, która zabija połowę chorych. Niech będzie Ebola. Moja Suszona Huba nic, ale to absolutnie nic nie robi, jest to moja ściema, a ja jestem sprytnym oszustem i chcę „udowodnić”, że działa. Przeprowadzam próbę kliniczną na 4 osobach – dwóm podaję mój lek, pozostałym nie. Jeśli będę miał szczęście, przeżyją 2 osoby które dostały hubę, a tylko 1 która nie dostała, albo przeżyje 1 która dostała, a umrą 2 które jej nie dostały. W obydwu tych przypadkach będę mógł głośno krzyknąć „Huba podwaja szansę przeżycia Ebola!”. A jak się nie uda? Trudno, znajdę następnych 4 i na nich przetestuję z kolei Korzeń Sosny. Statystyka mówi, że mam bardzo wysokie szanse na „udowodnienie” skuteczności leku. Dlatego właśnie w badaniach stosuje się grupy przynajmniej kilkudziesięciu osób – im jest ich więcej, tym mniejsze jest ryzyko, że „skuteczność” leku będzie tak naprawdę ślepym trafem. Co więcej, jeśli badam wpływ suplementu na ryzyko schorzenia, które dotyka 1 osoby na 100, to nawet prowadząc badania na 1000 pacjentów mam gigantyczne ryzyko pomyłki. Jak się okazało, kolejne badania nad witaminą K2 – niestety – nie potwierdziły rewelacji z pierwszych, wstępnych prób.

Drugi problem to „taki jeden gość”, który sprzedaje ludziom witaminę K2 w formie MK7 i jako że własnie taką ma w sklepie – wmawia każdemu, że tylko ona działa, co jest bzdurą na resorach. Stosuje do tego paralogikę w rodzaju „no przecież forma MK7 krąży we krwi nawet przez tydzień, a forma MK4 znika po pół godzinie” – każdy biolog widząc takie coś wyrywa sobie z głowy resztki włosów. A może jest dokładnie odwrotnie, może forma MK7 krązy przez tydzień, bo nasze komórki nie są w stanie jej wykorzystać, a MK4 znika, bo jest błyskawicznie wbudowywana w organizm?

Nie będę się szczegółowo zagłębiał w jej wpływ na raka. W skrócie – nie wiadomo, czy jakikolwiek istnieje, kilka kolejnych prób klinicznych na większych grupach pacjentów nie potwierdziło wyników pierwszej, w której zdawała się zapobiegać rakowi wątroby, zaś badania porównujące jej wpływ w diecie są skrajnie zafałszowane – występuje ona w tych samych produktach spożywczych, w których jest inna, bardzo silnie działająca substancja, sprzężony kwas linolowy. To trochę jakby mówić, że zapałki wywołują raka płuc, bo badania wykazały, że ludzie którzy je częściej kupują – częściej chorują.

Nie będę też za bardzo komentował jej wpływu na zwapnienia tętnic – w badaniach co prawda uratowała ona szczury, ale uratowała je przed chorobą wywołaną skrajnym niedoborem witaminy K – specyficzną formą zwapnienia, która nie występuje poza laboratorium. Badania u ludzi (tak, były takie) nie wykazały, by MK4 czy MK7 były lepsze od zwykłej K1 – tak, porównano to.

Omówię może dostępne próby kliniczne nad stanem kości, na początek forma MK7:

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19937427

360 mcg brane przez rok nie miało żadnego wpływu na gęstość kości. Poprawiły się nieistotne parametry krwi, ale nic poza tym.

http://www.bone-abstracts.org/ba/0005/ba0005oc1.3.htm

Tu również 360 mcg brane przez rok nie dało żadnego efektu, oprócz zmiany nieistotnych parametrów krwi.

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23525894

Tu już lepiej – 180 mcg brane przez 3 lata zapobiegło utracie wapnia z kręgosłupa, ale nie zapobiegło jego ucieczce z innych kości.

Badania nad formą MK4:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15664003

Tu był artykuł, udowadniający, że K2 zmniejsza ryzyko złamań siedmiokrotnie. Został usunięty, gdyż autorowi udowodniono fałszerstwo, w powyższym linku można o tym przeczytać.

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23702931

Zaledwie 1,5 mg dziennie zatrzymało utratę wapnia z kości.

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1915640/

45 mg dziennie bardzo wyraźnie poprawiło wytrzymałość kości na złamania.

Na koniec ciekawostka – zwykła witamina K1, brana przez 3 lata w dawce 1 mg dziennie, zachowała się jak MK7 w jedynym badaniu wykazującym jakiś efekt – bardzo wyraźnie poprawiła stan niektórych kości, niestety nie wszystkich:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/14506950

Osobiście sugerowałbym preparat składający się z mieszanki trzech form – można kupić w sklepach wysyłkowych w USA, takich jak Iherb czy Vitacost.

W przypadku problemów z krzepliwością krwi (z dużym ryzykiem zakrzepów), należy skonsultować się z lekarzem. Witamina K zapobiega krwawieniom poprzez zwiększanie krzepliwości krwi. Co prawda u zdrowych ludzi zatrucie jest praktycznie niemożliwe (wymagałoby zjedzenia kilkunastu opakowań leku jednocześnie), ale osoby na skraju zakrzepu powinny uważać nawet z niskimi dawkami.